wtorek, 17 czerwca 2014

Moja włosowa historia

Witajcie!
Dziś chciałabym Wam pokazać jak moje włosy zmieniały się na przestrzeni lat i kiedy postanowiłam zawalczyć o ich dobrą kondycję.

Jako dziecko na mojej głowie gościły krótkie loczki. Wyglądałam wtedy trochę jak baranek.





Wiem, że zdjęcie jest słabej jakości ale nie mam innych z tamtego okresu.
Z biegiem lat, włosy rosły i zaczęły się nieco rozprostowywać, ale nadal pozostawały falo-loczkami. Moja pielęgnacja polegała na myciu ich prostym szamponem, familijnym bądź takim dla dzieci. Odżywkę nakładałam sporadycznie. Taką bez spłukiwania. I tylko po to, by włosy lepiej się rozczesywały. Odkąd pamiętam nienawidziłam gdy mama czesała mi włosy. Zawsze był z tym problem. Włosów było bardzo dużo, robiły mi się kołtuny i cały proces był bardzo bolesny. Związywałam je w kucyk lub warkocz. Było mi tak wygodniej. Nie lubiłam nosić ich rozpuszczonych. Przez całą podstawówkę.



Gdy poszłam do gimnazjum zaczęłam dostrzegać, że moje włosy są całkiem w porządku i może czas przestać nosić je non stop w kucyku. Pamiętam, że w pierwszej gimnazjum były naprawdę długie.



Oczywiście grzywka musiała być! I to koniecznie wyprostowana! Dlatego też przez całe trzy lata w gimnazjum i początek liceum nosiłam grzywkę, którą codziennie nawet po kilka razy prostowałam.
Gimnazjum to również okres wielu zmian dla moich włosów. Najpierw postanowiłam je obciąć i wycieniować.





Jak większość kręconowłosych ,,zaprzyjaźniłam się’’ z prostownicą. Nie prostowałam włosów codziennie, ale robiłam to naprawdę często.



Potem eksperymentowałam z kolorami. Zapragnęłam mieć czerwone włosy. Kupowałam szamponetki. Czasem palette, czasem syoss.




I tak to sobie farbowałam. Gdy poszłam do liceum miałam już swój naturalny kolor. Włosy pozostawiłam samym sobie. Nie farbowałam ich, ale oczywiście codziennie prostowałam grzywkę. I czasami całe włosy. Jeśli chodzi o pielęgnacje ograniczała się ona do codziennego szorowania całych włosów SLSem i szamponami z silikonami. Mój skalp bardzo się przetłuszczał i już po kilkunastu godzinach od umycia włosy stawały się tłuste. Od czasu do czasu nakładałam drogeryjne silikonowe odżywki



Nie wiem też jak mogłam robić taką krzywdę moim włosom i często cieniować je degażówkami! Sama! W domu. Tak na oko. Jak mi się podobało. W końcu ,,są kręcone i nic nie będzie widać’’. Ech...




O dziwo włosy nie były w jakimś opłakanym stanie, ale też nie zwracałam wtedy na nie szczególnej uwagi. Aż w końcu znów zachciało mi się je pofarbować. Tym razem farbą. Kupiłam piankę Wellaton. Miał być brąz…




Wypłukał się. Taki kolor mi się podobał. Przestałam prostować grzywkę. I o dziwo podobała mi się taka pokręcona! Wtedy nie zwracałam uwagi na to, że włosy są bardzo suche, a końce niemiłosiernie zniszczone.




Gdy kolor już się ,,sprał’’, postanowiłam, że znów trzeba coś zmienić. Chciałam odzyskać swój naturalny kolor. Zafarbowałam na rudo (nie pamiętam dokładnie jaki odcień i jaka firma), ale wyszedł czerwony… Byłam niezadowolona z efektu, a i moje włosy stawały się coraz bardziej suche, matowe i sianowate…




W międzyczasie miałam jeszcze brąz, a włosy stawały się coraz bardziej suche. Dopiero na zdjęciach z wakacji zaczęłam zauważać, że jest z nimi coraz gorzej. Nienawidziłam na nie patrzeć i je dotykać. Przez to, że były zniszczone nie chciały się w żaden sposób układać.
Odrosty stawały się coraz bardziej widoczne. I te suche końce…



To były wakacje 2013. Nie mogłam patrzeć na odrosty. Dlatego zafarbowałam włosy. Na czerwień. Ostatni raz.





Miałam dosyć tej czerwieni. Miałam dosyć zniszczonych włosów. Zdjęcia tego nie odzwierciedlają, ale w dotyku były naprawdę okropne. Nie chciały się układać. Burza pachnącego sianka.
Zrezygnowałam z farbowania dla ich dobra i przez dobre 5 miesięcy chodziłam z odrostami.



Tu kolor już spłukany.
Złe cięcia, ciągłe farbowania to nie wszystko. Włosy codziennie przed myciem rozczesywałam szczotką na sucho, szarpałam je niemiłosiernie, wyrywałam. Potem szorowałam SLSem, a na końcu aby szybciej schły tarłam szorstkim ręcznikiem. Pięknie. Suszarki i prostownicy używałam naprawdę rzadko. Włosy podcięłam pod koniec listopada. Poszło wtedy jakieś 15 cm.
W grudniu 2013 pomyślałam, że trzeba coś zrobić, coś zmienić. Nie mogłam już patrzeć na suche, matowe włosy, na porozdwajane, gdzieniegdzie popalone końcówki, z którymi muszę męczyć się do dziś.
Szukałam gdzie popadnie. Najlepszych odżywek, masek. Kupowałam wiele kosmetyków, które były naprawdę złe, a w składach miały prawie sam alkohol…  
Trafiłam na wizaż.pl, potem na blog Anwen i innych włosomaniaczek. Natłok informacji, trochę się pogubiłam. Pod koniec grudnia zakupiłam polecane kosmetyki Alterry, odżywkę Garniera AiK i oleje. Robiłam płukanki. Tu po płukance cynamonowej:



Odrosty naprawdę mnie dobijały. Nie dałam rady chodzić z nimi dłużej, marzyłam o tym, by  mieć znów swoje rude włosy i byłam przekonana, że nigdy nie będę mogła do nich wrócić. Ale na początku roku zakupiłam hennę i byłam zachwycona efektem! Kolor taki, jaki chciałam. Nadal farbuję henną Eld, mieszam dwa odcienie – kasztanowy i tycjan.

Z dnia na dzień, z miesiąca na miesiąc włosy były w coraz lepszej kondycji. Tu po pierwszym myciu odżywką, widać, że skręt jest o wiele bardziej zdefiniowany:



W międzyczasie podcięłam też końcówki. Nadal szukałam tego, co dla moich włosów najlepsze, eksperymentowałam, raz z lepszym, raz z gorszym skutkiem. I w końcu zaczęły mi się podobać!!






Włosy również zaczęłam stylizować żelem lnianym, który nie przypadł mi do gustu. Postanowiłam kupować żele w sklepie. Oczywiście takie bez alkoholu w składzie. Olejowałam jak najczęściej.
Włosy były w coraz lepszym stanie.



Dzięki wcierkom rosły naprawdę szybko.




W maju podcięłam końcówki i włosy prezentują się o wiele lepiej. To ich aktualny stan:




Zdaję sobie sprawę, że nie są w idealnym stanie, ale i tak w przeciągu ostatnich miesięcy zrobiły ogromny progres! Jestem naprawdę z nich zadowolona. Wiem też, że w dużej mierze to zasługa olejowania, dzięki któremu moje włosy są teraz bardzo miękkie i bardziej błyszczące. Nie ukrywam, że zależy mi na ich długości (obecnie sięgają do łopatek), ale na pierwszym miejscu stawiam ich dobrą kondycję. Dlatego staram się jak najczęściej podcinać zniszczone końce, używam wcierek, chociaż nie jestem w tym do końca systematyczna. A oto moja obecna pielęgnacja:

Olejowanie – 2/3 razy w tygodniu na godzinę, dwie lub trzy – olej lniany, ze słodkich migdałów, łopianowy, babydream fur mama.

Szampony –  myję włosy co dwa dni - babydream, żel Facelle, raz na 2 tygodnie oczyszczający z prostym składem, jaki akurat mam pod ręką
:)
Odżywki – Garnier AiK jak na razie najlepsza, Isana Locken Spulung, bez spłukiwania Joanny Naturii z miodem i cytryną oraz z pokrzywą i zieloną herbatą.

Maski – dwa razy w tygodniu, czasami domowe (np. z żółtka, olej rycynowy, sok z cytryny), Alterra granat i aloes, maski Ziai, maski Biovax (najlepsza ta do włosów ciemnych i naturalne oleje)

Wcierki – Jantar, obecnie woda brzozowa z Isany.

Końcówki zabezpieczam albo olejkami albo serum na zniszczone końcówki z Avonu, które jak na razie sprawdza się u mnie najlepiej.

Ponadto używam różnych półproduktów takich jak aloes czy miód, robie domowe maski, płukanki (np. z pokrzywy, z octu, z siemienia lnianego), sera i mgiełki na włosy, czeszę je grzebieniem z szeroko rozstawionymi zębami, suszę bardzo rzadko, prawie wcale nie prostuje (zdarza mi się raz na dwa/trzy miesiące), czasami laminuję żelatyną i oczywiście próbuje wielu różnych kosmetyków, które nie zawsze się sprawdzają, ale eksperymentuję
:)





Trzymam kciuki za wszystkie włosomaniaczki, które tak jak ja dążą do swojego włosowego ideału! :)
storm.




8 komentarzy:

  1. Świetna WH !! :)) Masz teraz bardzo ładne i zadane włosy!! Tak trzymać :)) Dużo fajnych produktów w pielęgnacji, choć dużo z nich moje włosy nie lubią ;))

    Pozdrawiam ciepło!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję i również pozdrawiam! :)

      Usuń
  2. Jaki piekny skret i ta mega objetosc - pozazdroscic :) Super, ze wreszcie zaakceptowalas swoje wlosy, to byla mega trafna decyzja :) Faktycznie szybko Ci rosna :) Z checia zostane u Ciebie, zeby obserwowac ich dalsze zmiany :)))
    P.S. Nie widze okienka obserwatorow, ale zaobserwuje w inny sposob ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziękuję bardzo :) Ja również obserwuję :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jesteś przykładem, że warto zadbać o włosy i pogodzić się z ich naturą. Pięknie się teraz prezentują.

    OdpowiedzUsuń
  5. Wspaniałe! Jesteś wielką motywacją! :)

    OdpowiedzUsuń